|
środa, 21 maja 2008
Odwołana wystawa w Toruniu
Zelektryzowała mnie informacja
dotycząca wystawy Przemysława Obarskiego „Pole energetyczne”, która miała
zostać wczoraj otwarta w toruńskiej Wozowni. Ale otwarcia nie będzie. Dlaczego?
Bo jednemu człowiekowi, a
mianowicie Markowi Żydowiczowi, nie spodobało się zaproszenie.
Z fotografii na
tym zaproszeniu oraz z zamieszczonego na nim tekstu, ów człowiek wywnioskował,
że wystawa propaguje faszystowską ideologię. Ten człowiek nie jest byle kim.
Przy jego liście do Marszałka Województwa Piotra Całbeckiego, który opublikowała
„Gazeta Wyborcza”, wskazano, że jest on szefem Fundacji Tumult i dyrektorem
Festiwalu Camerimage. Nie będę udawać, że nie wiedziałam wcześniej,
kim jest Żydowicz, ale tym bardziej przykre jest to, że ktoś znany w środowisku
kulturalnym, potrafi zaprezentować taką ignorancję i sięga do tak niecnych
argumentów, jak te, które pojawiają się w jego liście. W pierwszym zdaniu do
marszałka, Żydowicz podkreśla swoją negatywną ocenę projektu wystawy otwarcia
Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Pisze, że z trudem utrzymuje spokój i
milczenie. Najdziwniejsze jest to, że Galeria Sztuki Wozownia i nowopowstające
Centrum Sztuki Współczesnej to dwie zupełnie odrębne od siebie instytucje,
więc, chciałoby się zapytać: „co ma piernik do wiatraka?”. I dlaczego pojawia
się tu ciężki argument, że Toruń pretenduje do tytułu "Anty-Stolicy
Kultury Europy"? Toruń ma inne powody do
wstydu, ale powstające tam Muzeum Sztuki Współczesnej jest absolutnym
pozytywnym wyjątkiem w Polsce, a proponując otwarty na problematykę polskiej
sztuki współczesnej program, ma szansę stać się jednym z najważniejszych
ośrodków artystycznych w tym kraju. I raczej wstydliwe jest to, że ktoś
związany z kulturą te fakty podważa, sugerując jakieś nieczyste interesy („Pomijam
fakt, w jaki sposób to się odbywa”). To takie polskie – chciałoby się
powiedzieć: żadnych konkretnych argumentów, jedynie insynuacje i stwarzanie
negatywnej atmosfery. Następnie Żydowicz
podkreślając, że jest przeciwko cenzurze (sic!), domaga się od marszałka
zdjęcia z kalendarza imprez Galerii Sztuki Wozownia wystawy „Pole
energetyczne”.
Oczywiście różne znaczenia
przypisywane są temu, w którą stronę zgiete są jej ramiona. Ale nie ma
sensu teraz tych znaczeń rozważać, odsyłam do historii swastyki
opisanej chocby na Wikipedii.
Jest popularnym symbolem
w buddyzmie i hinduizmie. W Polsce swastyka używana była jako ornament przede
wszystkim w dekoracjach architektury i pomników zakopiańskich.
“Na zaproszeniu na
wspomnianą prezentację, które trafiło w moje ręce przypadkowo, czytam: „ideą
główną prezentacji jest rehabilitacja motywu swastyki oraz krzewienie
pozytywnego wizerunku tego symbolu («przynoszącego szczęście »)”. W kraju, w
którym kilka milionów istnień ludzkich (w szczególności Polaków i Żydów) uległo
zagładzie, która przyszła pod sztandarami ozdobionymi tym symbolem, jakakolwiek
próba artystycznego rehabilitowania tego znaku jest wyrazem ekstremalnej
nieczułości, totalnej ignorancji, najwyższego braku szacunku dla cierpienia,
bólu i ludzkiej tragedii! Sprawa genezy i ewolucji znaczenia symbolu swastyki powinna
pozostać w gestii historycznych rozważań, a nie pseudoartystycznej prowokacji
pod hasłem rehabilitacji! Po co? Dlaczego? Dla kogo? Chyba tylko dla
egoistycznego (po trupach) zwrócenia uwagi na siebie („artystę” i „galerię”).” Bo ignorancja Żydowicza dotyczy
nie tylko historii symbolu swastyki, dotyczy również sztuki współczesnej.
Według jego argumentacji, prace, które używają symbolu swastyki, są pracami
propagującymi faszystowską ideologię. A więc za takie należałoby uznać np.
prace Zofii Kulik, Zbigniewa Libery, Grzegorza Klamana, Leszka Knaflewskiego i innych. Ten symbol jest używany w
sztuce współczesnej w różnych kontekstach, ale sugerowanie, że praca, która
używa symbolu swastyki jest pracą propagującą faszyzm, jest naprawdę myśleniem
karkołomnym i pokazującym całkowitą niewiedzę na temat współczesnej ikonografii
oraz analizy ikonosfery dokonywanej przez artystów. Najgorsze w tym wszystkim
jest to, że nie dowiemy się już, jakie znaczenia mają prace Obarskiego. Bo ich
po prostu nie zobaczymy. Bo nawet, gdyby artysta ujawniał swoje fascynacje
ikonografią faszystowską, to rozmowa na ten temat mogłaby się zacząć dopiero
wtedy, gdyby te prace zostały pokazane; dopiero gdybyśmy znali wystawę, a nie
jedynie zaproszenie. Zresztą zastanawiam się,
czy w przypadku tego zaproszenia, większego problemu nie wywołuje to, że
ukazana na tle swastyki osoba, przedstawiona jest w pozie ukrzyżowanego
Chrystusa. Ale to już jest inny temat. A tak, kolejny raz jakiś
problem zostaje zamieciony pod dywan. Kolejny raz, ktoś chce decydować za
innych, co mogą oglądać, a czego nie. Pisałam w ostatnim Nieregularniku Indeksu
73, że należy przypomnieć, że galerie publiczne powinny reprezentować interes
publiczny, a nie interes jakichś ugrupowań czy pojedynczych osób (w tym
przypadku interes pana Żydowicza). To ja sama powinnam decydować, co mam myśleć
o pracach artystycznych i nie życzę sobie, żeby decydował za mnie na przykład
pan Żydowicz. Dlatego nie rozumiem, na jakiej podstawie Galeria odwołała otwarcie tej wystawy. W oświadczeniu, jakie wydała Wozownia, napisano, że wystawę odwołano w związku z atmosferą sensacji i prowokacji, ale to marne wytłumaczenie. Ze sztuką nowoczesną ta atmosfera wiąże się bardzo często, sztuka bywa niezrozumiana, ma różne odczytania, wzbudza emocje. Ale przecież nie ma w tym niczego złego. Wręcz odwrotnie. Kontrowersyjna sztuka wskazuje często na nierozwiązane społeczne problemy. Gorsze jest według mnie to, że wiele instytucji uginając się pod ciężarem oskarżeń, wskazówkami „przychylnych” urzędników, tak naprawdę uderza w artykuł 73 Konstytucji RP mówiący o wolności korzystania z dóbr kultury. Galerie, odwołując wystawy, bronią najczęściej swojego interesu. Tkwią w swego rodzaju klinczu. Ale to bardzo złudne myślenie, że obroną interesu galerii może być pogwałcenie prawa konstytucyjnego.
sobota, 17 maja 2008
Indeks 73. Nieregularnik Wolnej Kultury
Już jest!!!! Indeks 73. Nieregularnik Wolnej Kultury. Pierwszy numer. ![]() A w nim: Kronika Wypadków Cenzorskich w polskiej sztuce po 1989 r. Ponad 80 udokumentowanych przypadków interwencji cenzorskich, donosów, nacisków i gróźb od początku lat 90. po dzień dzisiejszy. dalej Roman Pawłowski Cenzura. Reaktywacja. Po 1989 r. żyliśmy w naiwnym przeświadczeniu, że w Polsce nareszcie zapanowała autentyczna wolność słowa i twórczości artystycznej. Okazało się, że to tylko złudzenie. dalej Iza Kowalczyk Między rynkiem a dogmatem. Sztuka w podwójnym wiązaniu. Nie jest prawdą, że rynek prowadzi do większej wolności artystycznej. Przeciwnie: obiecując wyzwolenie z ograniczeń obyczajowych, nakłada inny przymus - konsumpcji. dalej Ewa Majewska Kolczyk w pępku nastolatki, czyli o fetyszyzacji seksualności dziecięcej na użytek cenzorskiego prawodawcy. Czy zaostrzenie przepisów przeciwko pornografii rzeczywiście rozwiąże problem przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży? dalejJarosław Lipszyc Wolna Kultura Tekst wkrótce dalej Lidia Makowska O inicjatywie Indeks 73. Dlaczego bronimy wolności twórczej? Dlaczego chcemy odbudować domenę publiczną i uwolnić dostęp do kultury? Jaką mamy strukturę, metody działania i do czego zmierzamy? dalej Autorki i autorzy Nieregularnika dr Izabela Kowalczyk, Jarosław Lipszyc, dr Ewa Majewska, Lidia Makowska, Daniel Muzyczuk, Roman Pawłowski (redaktor prowadzący)
środa, 02 kwietnia 2008
Indeks 73 działa!
Jakiś czas temu z powodu
braku czasu zarzuciłam uzupełnianie tego bloga. Ale problem istnieje,
dotyczy różnych sfer kultury. Czy wiecie, że niektóre stacje
telewizyjne wycinają fragmenty filmów ze względu na rzekomą „nieobyczajność”? Dotknęło to ostatnio „Gorączkę”
Agnieszki Holland i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, które w zmienionej
nieco wersji zostały wyemitowane w Telewizji „Puls”. Zdarza się to nawet w
telewizji publicznej. Ta emitowała jakiś czas temu znakomity serial komediowy
pt. „Mała Bretania”. No i również niektóre odcinki dotknęły cenzorskie nożyce.
Otóż jeden z głównych protagonistów grał „jedynego geja” w miasteczku, który
był jedyny do czasu, gdy okazało się, że gejem jest również miejscowy ksiądz.
Ale polscy telewidzowie tej sceny już nie zobaczyli, ponieważ została wycięta. Piszę o tym w związku z
inicjatywą obywatelską na rzecz wolności twórczej noszącą nazwę „Indeks 73”. W
nazwie tej zawarte jest nawiązanie do art. 73 Konstytucji Rzeczpospolitej
Polskiej, w którym zapisano: „Każdemu zapewnia się wolność twórczości
artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a
także wolność korzystania z dóbr kultury”. Nie będę się tu
rozpisywać, więcej informacji na temat tej inicjatywy, a także na temat takich
akcji jak „Uwolnić Kubusia Puchatka” znajdziecie na blogu „Indeks 73”. Bardzo się cieszę, że
taka inicjatywa ruszyła, bo tak naprawdę wszelkie zamachy na ten artykuł
Konstytucji RP godzą chyba najbardziej w nas jako odbiorców kultury, w naszą
wolność dostępu do dóbr kultury, zakładają naszą niezdolność do oceny,
brak wrażliwości, podatność na moralne zepsucie i co tam jeszcze! Zbyszek Libera mówił kiedyś, że artyści jakoś sobie poradzą, nawet, jeśli zabroni im się tworzenia sztuki, ale można się zastanawiać, czy bez sztuki poradzi sobie społeczeństwo. Bardzo lubię tę jego wypowiedź, nawet, jeśli brzmi nieco dramatycznie ;-)
poniedziałek, 19 marca 2007
Bytomska "Kronika" zagrożona
Absurdu ciąg dalszy, tym razem zła okazała się bytomska Galeria "Kronika". Za "Gazetą Wyborczą": Czy wywiad z homoseksualistą to sztuka?Łukasz Kałębasiak2007-03-16, ostatnia aktualizacja 2007-03-16 20:34Bytomskim radnym nie podoba się program Kroniki - jednej z najlepszych galerii sztuki współczesnej w PolsceZOBACZ TAKŻE
Tym razem wizytę poprzedził wywiad, jaki nowa przewodnicząca komisji Danuta Skalska udzieliła "Życiu Bytomskiemu". Zarzuciła w nim Kronice, że jest to "instytucja bardzo nieruchawa", w której "odbywają się 2-3 imprezy w miesiącu". W trosce o finanse publiczne zakwestionowała celowość wydania 29 tys. zł na "projekt realizowany w Skopje". Oceniła też, że to, co się w niej dzieje, nie jest "sztuką z górnej półki". Problem w tym, że co miesiąc w Kronice ma miejsce kilkanaście warsztatów, koncertów, spotkań i wykładów. "Projekt w Skopje" to planowana na kwiecień wystawa macedońskich artystów w Bytomiu, a Kronika to jedno z najwyżej ocenianych centrów sztuki współczesnej w Polsce. Od lat promuje najnowsze zjawiska w kulturze, prezentowała sztukę czołówki polskich artystów współczesnych i współpracuje z wieloma instytucjami i fundacjami w całej Europie. W wydanym właśnie prestiżowym "Słowniku młodej polskiej kultury. Textylia bis" Bytom jest wymieniany 42. raz, w tym 41 razy w kontekście Kroniki. W czwartkowy wieczór radni byli jednak umiarkowanie zainteresowani osiągnięciami galerii - Skalska próbowała skrócić krótką prezentację dyrektora programowego Kroniki Sebastiana Cichockiego. Po dokładnym zapoznaniu się z wydatkami Bytomskiego Centrum Kultury na Kronikę zaczęli oceniać jej aktualną działalność. - Byłem tu cztery lata temu i na ścianach było wtedy pełno obrazów. Teraz jest tu pusto. Czy nie lepiej spróbować iść w innym kierunku? Stworzyć stałą ekspozycję, powiesić na ścianach prace naszych artystów, coś się będzie działo - mówił radny Mieczysław Kucharski, stojąc w środku wystawy "Dom i praca" krakowskiego artysty Piotra Jarosa. - Nasza galeria jest instytucją służącą przede wszystkim publiczności, a nie małej grupie lokalnych twórców. Przepustką do Kroniki nie jest miejsce urodzenia, lecz kreatywność i chęć dialogu - broni programu galerii Cichocki. Jeszcze więcej emocji wywołała dyskusja nad wydaną niedawno przez Kronikę i Korporację Ha!art. książką Artura Żmijewskiego "Drżące ciała". To seria wywiadów Żmijewskiego z najważniejszymi polskimi artystami nurtu krytycznego: Katarzyną Kozyrą, Pawłem Althamerem czy Zbigniewem Liberą. Książka wyraźnie nie spodobała się radnemu Piotrowi Patoniowi. - Wywiad z homoseksualistą nazywacie sztuką? Podręcznik dla gejów wydajcie! - rzucił w ferworze dyskusji, nawiązując do zamieszczonej tam rozmowy z Andrzejem Karasiem, zdeklarowanym homoseksualistą. Zainteresowani tym rodzajem sztuki zagłosowali już jednak portfelami - nakład "Drżących ciał" wyczerpał się. Problem mogą z tym mieć studenci historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, który wpisał książkę na listę lektur. Władze Bytomia uważają, że konflikt może pomóc zakończyć powołanie przy Bytomskim Centrum Kultury rady programowej. - Skoro większość instytucji zajmujących się kulturą takie rady ma, widocznie jest to potrzebne - powiedziała wiceprezydent Bytomia Halina Bieda, która ogłosiła w czwartek ten pomysł. Rada miałaby się składać z autorytetów w dziedzinie kultury z całego regionu i mogłaby doradzać w sprawie programu BCK, w tym Kroniki. - Jej powołanie uważam za dość rozsądne rozwiązanie, oczywiście jeśli znajdą się tam osoby bezstronne, z autorytetem, jak np. rektor ASP Marian Oslislo. Ogłoszenie tego pomysłu bez konsultacji z naszą instytucją to jednak kolejny dowód, że nie traktuje się nas jak równorzędnych partnerów - żali się Cichocki. Podkreśla, że działalność Kroniki jest już weryfikowana choćby przez Ministerstwo Kultury, które niemal regularnie przyznaje galerii granty. - Po spotkaniu komisji kultury w Kronice zostało we mnie poczucie rozczarowania. Nie usłyszałem żadnego pozytywnego słowa o naszej działalności, mimo całego naszego wkładu w kreowanie wizerunku Bytomia w Polsce i za granicą - mówi jej dyrektor programowy.
sobota, 10 lutego 2007
Zła Shunga
Pornograficzne obsesje radnego(za: Gazeta Wyborcza)Iwona Torbicka2007-02-09, ostatnia aktualizacja 2007-02-09 15:34Radny Krzysztof Mączkowski (PiS) nie lubi, kiedy sztuka wkracza w sferę seksualną. A już nie znosi, kiedy "promuje postawy homoseksualne". Jeśli dodatkowo jeszcze taką sztukę promuje się za miejskie pieniądze - to jest już skandal i interpelacja do prezydenta sama się pisze.Co ostatnio zbulwersowało radnego Mączkowskiego? Jak to, nie wiedzą Państwo! Przecież w mieście aż huczy. Oto "Gazeta Malarzy i Poetów", wydawana przez galerię Miejską Arsenał - w zabójczym nakładzie 400 egzemplarzy - wydrukowała tekst Sławomiry Raczyńskiej o japońskich obrazach erotycznych shunga. Mało tego - zilustrowała go dwoma przedstawieniami aktów homoseksualnych, zaczerpniętych ze współczesnych mang. I tu przegięła. Bo, nawet jeśli takie obrzydliwości mają miejsce we współczesnej sztuce Japonii, to po co o tym pisać. Po co w ogóle o tym mówić. I dlaczego, na Boga, za miejskie pieniądze! Jak szef Arsenału jest takim świntuchem, to niech sobie sam płaci za wydawanie pisma z obleśnymi obrazkami. A jeśli chce prowokować, to niech wyjdzie na ulicę (razem z zespołem, w którym pewno też więcej świntuchów niż porządnych ludzi) i biega z transparentami pełnymi pornograficznych treści. Pod warunkiem że płótno kupi za swoje pieniądze i pisaki czarne albo jakieś obleśnie kolorowe farbki - też. A tak w ogóle - co nas Japonia obchodzi? I co to za temat dla kwartalnika - sztuka Japonii? Był już taki jeden, co chciał z Polski zrobić drugą Japonię. Jak dobrze, że się nie udało! Faceci by teraz z facetami, a kobiety też między sobą... strach pomyśleć.Nie wiem, co napadło panią Sławkę Raczyńską, że jej takie myśli po głowie chodzą i książki czyta też nie takie, jakie powinna. W dodatku - choć jest doktorantką na Uniwersytecie Jagiellońskim - to jakaś niedouczona. - Tekst napisała bardzo pobieżny, niepogłębiony - przekonywał mnie Mączkowski. Czy jakby pogłębiła albo postarała się o ilustracje heteroseksualne, Mączkowski byłby spokojniejszy? Nie, nie i jeszcze raz nie! - Bo to tematy intymne i trzeba z nimi postępować ostrożnie, w sposób wyważony - mówi Mączkowski. I najlepiej takie rozważania prowadzić za swoje pieniądze. - A w ogóle po co sztuka ma zajmować się tematami intymnymi? - pyta radny. - Jest tyle innych. No właśnie... Tylko, jakie?
czwartek, 01 lutego 2007
sprawa Petera Fussa - C.D.
Dyrektor Galerii Robert Knuth pisze list otwarty do prezydenta Koszalina. (No tak, ale prezydent miasta nie ma wpływu na prokuraturę....) List otwarty do prezydenta Koszalina Mirosława Mikietyńskiego Szanowny Panie Prezydencie, 25.01.07 w Galerii SCENA o godz. 18.00 otwarta została wystawa Petera Fussa pod tytułem „Jesus Christ King of Poland”, która wywołała interwencję policji i ekspresowe zamknięcie wystawy przez prokuratora. To bezprecedensowe wydarzenie – po raz pierwszy w Polsce prokurator zamyka wystawę z własnej inicjatywy – muszę skomentować z pozycji osoby prowadzącej Galerię i zaniepokojonej nadgorliwością administracji, która ogranicza wolność wypowiedzi sztuki ingerując w instytucje kulturalne. Pragnę podkreślić, że wystawa Petera Fussa – z całym bagażem kontrowersji, jakie wzbudziła - jest wyrazem nowoczesnego myślenia o mieście, problemach współczesnej Polski i sztuki. A sztuki współczesnej nie da się zamknąć w bezpiecznej przestrzeni galerii, odizolować, pomniejszyć do wymiaru piękna. Ona chce mówić publicznie i taki jest jej cel i sens. W Koszalinie – sztuka przemówiła w przestrzeni publicznej – i zostało to zauważone i docenione w całej Polsce. Zamknięcie wystawy przez prokuraturę i wszczęcie śledztwa w sprawie propagandy treści nawołujących do nienawiści rasowej i religijnej jest oczywistym nieporozumieniem. Dlatego wyrażam nadzieję, że będzie ono jak najszybciej wyjaśnione, prace Fussa zwrócone na wystawę, a Galeria Scena ponownie otwarta. Celem artysty, który znany jest z działań zaangażowanych społecznie, było zwrócenie uwagi publiczności na ksenofobię i postawy antysemickie ukrywane najczęściej pod maską poprawnego patrioty i katolika. Tytuł wystawy nawiązuje do głośnej inicjatywy posłów PiS „inkorporacji Chrystusa na króla Polski”, która oficjalnie uczyniłaby Polskę państwem wyznaniowym. Artysta dokonał w galerii SCENA prostego zabiegu: zrobił zrzuty z ekranu „katolickich i patriotycznych” stron internetowych nawołujących do nienawiści religijnej {„FRONDA”} oraz rasowej {„POLONICA.NET”} i umieścił ich wydruki w galerii. Była tam m.in. lista żydów polskich obejmująca 2000 nazwisk przedstawiona przez redakcję tej strony, jako wrogów Polski. To właśnie z tej listy Fuss wybrał 56 najbardziej znanych osób (m.in. prezydenta, marszałka senatu i sejmu) i umieścił ich podobizny na wykonanym przez siebie plakacie – wyklejonym w noc poprzedzającą otwarcie wystawy w Galerii SCENA. Plakat, który był niezbędnym uzupełnieniem wystawy w Galerii, stał się przyczyną stronniczego sformułowania zarzutów o znieważenie konstytucyjnych organów RP. - Prokurator zdecydowała, że skoro na plakacie są prezydent, marszałek senatu i wicepremierzy, to należy wszcząć śledztwo - mówi mł. Aspirant Mariusz Łyszyk z KMP w Koszalinie (Policję powiadomiła Marzena Sutryk, dziennikarka "Głosu Koszalińskiego".) Ostatecznie odstąpiono od zarzutu obrazy organów RP, a śledztwo toczy się w sprawie o propagowanie antysemityzmu. Wystawa i szybkie jej zamknięcie spotkało się z ogromnym oddźwiękiem w całej Polsce. Należy podkreślić, że komentatorzy nie mieli wątpliwości, co do intencji artysty i organizatorów wystawy, które zostały odczytane, jako kontrowersyjny, ale znaczący głos w walce z ksenofobią, rasizmem i wrogością religijną. Komentarze osób przedstawionych przez Fussa na plakacie są emocjonalne, ale również pozytywne. Piotr Najsztub powiedział: „On ma rację, bo mówienie, że w Polsce nie ma antysemityzmu, jest bzdurą”. Prof. Władysław Bartoszewski dziwił się prokuratorskiej kwalifikacji czynu: - Ja nie czuję się obrażony. Bycie Żydem nie jest zniewagą – powiedział dla „Dziennika”. Anonimowa autorka na forum polskiej społeczności żydowskiej napisała: faktem jest, że antysemityzm w Polsce istnieje i że są ludzie, którym hasło "Żydzi won z katolickiego kraju" jest bliskie. I tylko tyle powiedział publicznie Peter Fuss.” Cała Polska patrzy na Koszalin i czeka na decyzję, co dalej z Galerią SCENA? Robert Knuth www.galeriascena.pl A warte polecenia są też wpisy na blogu artbloxa. Szczególnie wywiad z artystą. cenzura wystawy Petera Fussa
Ciekawa sprawa wydarzyła się w Koszalinie. Artysta street artu występujący pod pseudonimem Peter Fuss zaprezentował w Galerii SCENA wystawę „Jesus Christ King of Poland” (otwarta 25.01). Skopiował on fora internetowe prawicowej „Frondy” oraz „Polonica Net” wraz z publikowaną przez nich listą 200 nazwisk „żydów i osób pochodzenia żydowskiego”.
Głównym powodem był
plakat, który Peter Fuss umieścił nielegalnie na jednym z billboardów w mieście.
Na nim przedstawione były znane publicznie osoby, artyści, dziennikarze,
politycy, którzy znaleźli się na wspomnianej już liście, a towarzyszył temu
napis „Żydzi won z katolickiego kraju”.
Ciekawe jest to, że
zostało to potraktowane nie jako głos w dyskusji, nie jako ujawnienie
antyżydowskich nastrojów, ale właśnie jako propagowanie treści antysemickich... „Gazeta Wyborcza” podała: „Plakat - na polecenie policji - został zaklejony przez pracowników firmy wynajmującej billboardy. Postępowanie w tej sprawie policja prowadzi na podstawie przepisów Kodeksu karnego, mówiących o znieważeniu funkcjonariusza publicznego. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności lub dwa lata więzienia”. Tu już w ogóle sprawa się wikła. Wynika z
tego, że zarzutem prokuratury jest to, że na plakacie znalazł się prezydent RP
(zarówno obecny, jak i byli..). Kierujący Galerią Robert Knuth i Ryszard
Ziarkiewicz piszą z kolei, że jedynym znanym im zarzutem wobec galerii jest
nielegalne wyklejanie plakatu. Ja dostałam parę dni temu mejlik, w którym ktoś
napisał mi tak: „Ja widze w Pani osobe zydowskiego
pochodzenia, wam zawsze latwo szermowac haslami,ktore niechetnie widzicie w
Izraelu. Prosze nas Polakow nie balamucic,ofiary Kamerunczyka Mola ulegly
propagandzie nowej zydowskiej mysli z GW itd.,czyli staremu bolszewizmowi,opakowanemu
w nowe slowa”. W pierwszym momencie
wydaje się to tak absurdalne, że zabawne, ale przychodzi refleksja – dlaczego ludzie
mają takie około-faszystowskie poglądy, co robić, by zaczęli myśleć inaczej, by
w ogóle zaczęli myśleć... Czy można na te przejawy
antysemityzmu i ksenofobii przymykać oczy, traktować je jako ekstremum, czy
raczej nie można pozostawać na nie obojętnym? A może właśnie ujawniać? I wydaje
się, że praca Fussa miała przede wszystkim za zadanie ujawnić i wytrącić z
obojętności... Odczytana została jednak opacznie. A oto oświadczenie Galerii: Koszalin 26 stycznia 07
sobota, 18 listopada 2006
Przebrzmiała sprawa - czeska wystawa
Artykuł ze strony Bielskiej Gazety Internetowej: Przebrzmiała sprawa - czeska wystawa Wystawa "Shadows of Humor" już dawno zakończona. Galeria właśnie pakuje dzieła sztuki, żeby wysłać je do Czech. Razem z wystawą w świat powędruje opinia, że jednak jesteśmy prowincją kulturalną. Gdy cała prasa huczała o decyzji prezydenta Zbigniewa Michniowskiego, któremu w Bielsku-Białej właśnie podlega kultura(!), o wyprowadzeniu z BWA instalacji Davida Czernego, uznaliśmy, że nawet nie będziemy komentować tak irracjonalnego zachowania urzędnika. Teraz, kiedy wystawa właśnie wyjeżdża z Bielska-Białej, na spokojnie i bez emocji warto jednak poświęcić kilka zdań temu tematowi. Bo problem polega na tym, że nie była to pierwsza lepsza wystawa. Była to wystawa zagraniczna, której - na nieszczęście - kuratorem był William Hollister, Amerykanin, mieszkający obecnie w Czechach, a na dodatek dość znany na świecie krytyk i historyk sztuki. Z dużym prawdopodobieństwem możemy więc przyjąć, iż decyzja prezydenta-cenzora Michniowskiego o wyprowadzeniu "Sharka" ze stolicy Podbeskidzia nie zostanie w świecie sztuki (i to międzynarodowym) niezauważona. Urzędnik zadbał o światowy rozgłos dla Bielska-Białej. Inna sprawa, czy ten rozgłos dobrze nam zrobi. Wszelkie wątpliwości co do słuszności podjęcia decyzji rozwiewa wyjaśnienie Zbigniewa Michniowskiego jakie opublikowano w na stronie internetowej "Magazynu Sztuki". Wyprowadzenie instalacji nastąpiło ponieważ "....nie mamy obowiązku prezentowania w Galerii finansowanej z publicznych pieniędzy wszystkiego, co artyści stworzą. (...) praca "Shark" jest dostępna do oglądania w prywatnej galerii i nikt, kto czuje potrzebę zaznajomienia się z tym dziełem nie będzie miał problemów z dostępem do niego..." Rozumiem, że dla prezydenta Michniowskiego przeniesienie dzieła Czernego do Cieszyna nie stanowiło żadnego problemu i każdy bielszczanin mógł wsiąść w samochód, rower lub autobus i "Sharka" zobaczyć. Luzik, po prostu. Przecież jak komuś zależy to da radę. Pewnie komuś nieżyczliwemu wobec władzy takie podejście do mieszkańców miasta może się wydać nieco aroganckie, bo to przecież - jak zaznaczył sam prezydent - z ich pieniędzy utrzymywana jest galeria, więc to w niej powinni zobaczyć to, co chcą zobaczyć. Nie dajmy jednak porwać się fali nieżyczliwych sądów. Dajmy również odpór tym, którzy złośliwie zadają pytanie, dlaczego to pan Michniowski ma decydować o tym co bielszczanie mogą oglądać, a czego nie mogą w Galerii Bielskiej BWA. Zadając takie pytanie udowadniają bowiem, że w ogóle na sztuce się nie znają i jej nie rozumieją. Każdy, kto widział Saddama zanurzonego w basenie, wie że dzieło to i tak, za cholerę nie konweniowało z całą wystawą, a jego oglądanie niosło z sobą poważne ryzyko. Jakie? Prezydent Michniowski, jako odpowiedzialny za sztukę w Bielsku-Białej i ocenzurowanie wystawy (dziękujemy!), wie najlepiej! Z całej afery wszyscy powinni wyciągnąć wnioski. A najbardziej sama Galeria BWA. Niech organizuje projekty niekontrowersyjne - sugerowane na przykład nobliwe wystawy pejzaży lub martwej natury - i wszyscy będą mieć święty spokój. A o to przecież na prowincji głównie "się rozchodzi".
wtorek, 17 października 2006
O aferze z Sharkiem - donoszą Czesi
William Hollister przysłał mi tłumaczenie artykułu, ktory ukazał aię tydzień temu w czeskim dzienniku "Lidovy Noviny" (4.10). Tekst dotyczy oczywiście wyrzucenia "Sharka" z ekspozycji w Bielsku-Białej. LIDOVY NOVINY Wednesday October 4, 2006 David Cerny's Shark forced to Swim from Polish Gallery. Petr Sourek Czech artist David Cerny's Shark—Saddam Hussein pickled in a giant aquarium of formaldehyde—has become a thorn in the eye of Zbigniew Michniowski, deputy mayor of Bielsko Biala, Poland. The artwork is inspired by the dictator's reputed horrifying habit of feeding his victims to sharks. Zbigniew Michniowski so despised the work of art at Bielsko's BWA City Gallery, he decided the artwork should be tossed out of "his" gallery. To be sure, the fate of the city gallery has long been a concern near to Michniowski's heart: the deputy mayor is a machine engineer, but the arts have always been close by. Indeed, before he became deputy mayor, he was director of that gallery for one year, in 1994. Currently, as deputy mayor, he is responsible not only for culture, but also tourism and city planning. Nevertheless, the gallery is something he still considers to be his own. Seeking to limit the waste of public resources and the dislike of the citizens, the deputy mayor telephoned the gallery, on Saturday September 9, the director of the gallery, and ordered her to remove Shark if she didn't want to lose her job. With no official explanation, Shark silently swam off to the nearby Silesian-Polish city of Cieszyn. The Mayor of Cieszyn, Bohdan Ficek is an engineer too, but he is man of the enlightenment as well. He has seen Czech art before and he is well aware about how some Czech artists incorporated the image of the pope into their work, employing the same liberties as they would with other pop-cultural icons. But beyond that, the Cieszyn mayor is of the opinion that politicians should not use their time to interfere with such things. Shadows of Humor The exhibition was prepared by American scholar of Czech art, William Hollister. Entitled "Shadows of Humor, a Czech Exhibition," the show is a balanced overview of the recent and younger generation of artists. From that context comes a selection of humorous or, rather, anecdotal expressions of art that are in no way limited. Clearly, the primary intention of the show was not to select work that would be upsetting to a Polish public. Moreover, most of the artwork exhibited had already been exhibited in the Czech Republic and internationally. The way this show has traveled so far reveals something of what is going on in neighboring Poland. In April 2006, the exhibition opened in Wroclaw's BWA Awangarda city gallery. The political party League of Polish Families protested that SuperStart the work of Ostrava art group Kamera Skura, looked a bit like Christ on a cross. It's true that this tarry-cloth garbed doll, with a motor inside, does look like that. Let's say that the buzzing of the engine could somehow disturb its godliness. Whatever the case, when the exhibition opened after the summer holiday, September 8, in Bielsko Biala, Superstart was not included. The next Monday, Shark wasn't either.
wtorek, 03 października 2006
Oświadczenie kuratora w sprawie cenzury "Sharka"
Bielsko Biala City Hall Censors Art from Czech Republic
"As curator of the Shadows of Humor exhibition (Wroclaw, Bielsko Biala, Moscow), it is my sad responsibility to announce that this art show can now be counted among a growing list of Contemporary shows that have been censored in post-Communist Poland." William Hollister Prague With the Bielsko Biala City's order to remove Shark confirmed, we brought the work to the Szara gallery in nearby Cieszyn, Poland, where the work will be until October 8. The exhibition Shadows of Humor, an examination of the post-revolution Czech art scene, opened in Wroclaw's BWA Awangarda gallery in April 2006. The show opened in Bielkso Biala September 8, and the artworks remaining will be on display until October 15. The show is then expected to travel to Moscow -- where no problems with censorship are anticipated. name would smell as sweet," and the rhetoric of Zbigniew Michniowski does not smell very good. "Obviously, everyone can have his or her opinion on art. Including the Mayor of Bielsko Biala. The problem, however, is not the opinion, but making decision over what it has to be shown to the public. Art is for public, and if it's not shown publicly, the public cannot get its own opinion on art. To keep this is the responsibility of those who are making decisions. Poland is facing right now a huge wave of censorship, unfortunately. I am afraid it will be even stronger. This is sad. This is also why people from the art world should protest and do not acknowledge any forms of censorship." Artists represented in Shadows of Humor international exhibition project: Vasil Artamonov, David Bohm, Radovan Cerevka, Jiri Cernicky, David Cerny, Filip Cerny, Anetta Mona Chisa, Jiri Franta, Guma Guar, Marie Hladikova, Jana Kalinova, Kamera Skura, Kristof Kintera, Lenka Klodova, Jan Jakub Kotik, Frantisek Kowolowski, Frantisek Lozinksi o.p.s., Vaclav Magid, Michal Pechoucek, Pode Bal, Rafani, Zdenka Rezacova, Katerina Seda, Matej Smetana, Jiri Suruvka, Vit Soukup, Lucia Tkacova, Linda Urbankova, Ivan Vosecky, Martin Zet. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|